„A każdy szpieg to książę”

Ciekawe postanowienie zapadło w Sądzie Okręgowym w Toruniu. Ciekawe w wielu aspektach, o których możecie sobie poczytać np na stronach Gazety (jeśli cenicie dobre dziennikarstwo za 0,99 zł). W skrócie: bloger Anty-Toruń zamieścił na swoim blogu wpis, który nie spodobał się kandydatowi na prezydenta miasta. Kandydat złożył więc protest, w którym domagał się uznania wpisu za zawierającą nieprawdziwe informacje agitację wyborczą. Blogera bardzo sprawnie reprezentował Jacek Krzemiński z toruńskiej kancelarii mec. Poksińskiego a sprawa zakończyła się oddaleniem protestu 

Jak wynika z art. 111 kodeksu wyborczego agitację wyborczą poza typowymi materiałami wyborczymi można prowadzić również w prasie oraz poprzez „inne formy wypowiedzi”. Jak słusznie zauważył sąd w osobie SSO Andrzeja Westphala podając ustne motywy rozstrzygnięcia, gdyby nie uregulowano zasad agitacji w prasie politycy poprzez zaprzyjaźnione media prowadzili by niczym nie skrępowaną walkę.

Ale nie to nas interesuje w niniejszym wpisie. Sąd, aby odnieść się do kwestii agitacji musiał najpierw ustalić, czy bloger jest dziennikarzem, tj. czy blog jest prasą. Sprawa wciąż nie jest w 100% wyjaśniona. Dotychczasowe znane mi wyroki mówiły, że blog faktycznie może być prasą, co było ostro krytykowane przez internetowe media i samych blogerów.

Konsekwencją uznania blogów za prasę jest uważany przez blogosferę za uciążliwy obowiązek rejestracji oraz kwestie prawnoautorskie, na które w marcu bystro zwrócił uwagę VaGla we wpisie na Facebooku. W sejmie pierwsze czytanie miał już projekt zmiany ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, który explicite wyłącza blogi z definicji prasy. Czy to dobrze, czy to źle napiszę niżej. Najpierw przyjrzyjmy się, co na temat aktualnego stanu prawnego powiedział Sąd Okręgowy w Toruniu w postanowieniu z dn. 17.10.2014 r. I Ns 255/14.

Sąd odniósł się do definicji z art. 7 ust. 2 pkt 1 Prawa prasowego, zgodnie z którą:

 prasa oznacza publikacje periodyczne, które nie tworzą zamkniętej, jednorodnej całości, ukazujące się nie rzadziej niż raz do roku, opatrzone stałym tytułem albo nazwą, numerem bieżącym i datą, a w szczególności: dzienniki i czasopisma, serwisy agencyjne, stałe przekazy teleksowe, biuletyny, programy radiowe i telewizyjne oraz kroniki filmowe; prasą są także wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, w tym także rozgłośnie oraz tele- i radiowęzły zakładowe, upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą druku, wizji, fonii lub innej techniki rozpowszechniania; prasa obejmuje również zespoły ludzi i poszczególne osoby zajmujące się działalnością dziennikarską,

Sąd natomiast trzeźwo stwierdził:

Katalog rodzajów prasy określony w tym przepisie nie jest zamknięty. Zawarte w nim wyliczenie ma charakter przykładowy. Wskazuje na to użycie zwrotu „w szczególności”. Podkreślić należy, ze w pojęciu „prasy” mieszczą się „wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania”. Jednym z takich środków są blogi prowadzone w internecie. Reasumując, uczestnik prowadzi działalność dziennikarską w środku masowego przekazu, jakim jest internet.

Warto dodać jeszcze w jaki sposób sąd ustalił, że Anty-Toruń jest prasą – w czasie przesłuchania uczestnika zadawał wnikliwe pytania o periodyczność wpisów, o sposób funkcjonowania blogera w charakterze dziennikarza oraz o warsztat jego pracy.  Możliwe, że Sąd posiłkował się zalinkowanym wyżej postanowieniem Sąd Apelacyjnego w Łodzi z dnia 18 stycznia 2013 r., I ACa 1031/12, gdzie jako cechy prasy wskazano właśnie te trzy elementy:

  1. periodyczność przekazu,
  2. jego ogólnoinformacyjny cel, a także
  3. poprzedzający samą publikację proces przygotowania redakcyjnego

Jeśli dana forma przekazu  spełnia te cechy, to powinna być uznana za prasę, bez względu na nazwę i formę.

Czy to dobrze?

W toruńskiej blogosferze po publikacji orzeczenia rozległy się głosy ironiczne – że teraz szafiarki będą dziennikarkami, że jest różnica pomiędzy prezentowaniem na blogu osobistych opinii a dziennikarstwem. Ironia jest słuszna, lecz jej ostrze wymierzone nie tam, gdzie trzeba. Orzecznictwo poprzez pryzmat przyjętej definicji prasy jest w stanie odsiać szafiarki, młodzieżowe pamiętniki itd. nie wykluczając jednak, że przy pewnym stopniu profesjonalizmu i periodyczności blog może być prasą. Zgadzam się również z tym, że Anty-Toruń, jakichkolwiek kontrowersji by nie budził, aktualnie wypełnia definicję prasy.

Uznanie blogów tego typu za prasę ma daleko idące konsekwencje. Zarejestrowanie bloga za 40 zł nie jest aż tak uciążliwym obowiązkiem w świetle korzyści, które się uzyskuje. Pierwsze, które przychodzą mi do głowy to kwestia tajemnicy dziennikarskiej oraz kwestia dozwolonego użytku utworu w celach informacyjnych uregulowana w art. 25 Prawa prasowego.

Mój blog definicji prasy nie wypełnia, bo jego cel to raczej informowanie o moich opiniach, niż cel „ogólnoinformacyjny”, ale wspominając pisanie niektórych artykułów, uważam, że tajemnica dziennikarska na pewno poprawiłaby mój komfort psychiczny.

Jeśli chodzi o dozwolony użytek, moi drodzy blogerzy, to przeczytajcie sami art. 25 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych:

1. Wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji:
1) już rozpowszechnione:
a) sprawozdania o aktualnych wydarzeniach,
b) aktualne artykuły na tematy polityczne, gospodarcze lub religijne, chyba że zostało wyraźnie zastrzeżone, że ich dalsze rozpowszechnianie jest zabronione,
c) aktualne wypowiedzi i fotografie reporterskie;
2) krótkie wyciągi ze sprawozdań i artykułów, o których mowa w pkt 1 lit. a i b;
3) przeglądy publikacji i utworów rozpowszechnionych;
4) mowy wygłoszone na publicznych zebraniach i rozprawach; nie upoważnia to jednak do publikacji zbiorów mów jednej osoby;
5) krótkie streszczenia rozpowszechnionych utworów.
2. Za korzystanie z utworów, o których mowa w ust. 1 pkt 1 lit. b i c, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.

Czy to nie przydatne?

Nadchodzi niekonstytucyjna nowelizacja.

Projekt nowelizacji Prawa prasowego, który trafił do sejmu przewiduje uporządkowanie kwestii. Co do zasady blogi i social media będą wyłączone z definicji prasy. Autorzy nowelizacji proponują dodanie do ustawy następującego przepisu:

Za prasę nie uważa się niezarejestrowanych przekazów niepodlegających procesom przygotowywania redakcyjnego w rozumieniu ust. 2 pkt 8, w szczególności: blogów, korespondencji elektronicznej, serwisów społecznościowych służących do wymiany treści tworzonej przez użytkowników, przekazów użytkowników prywatnych w celu udostępnienia lub wymiany informacji w ramach wspólnoty zainteresowań oraz stron internetowych użytkowników prywatnych.

W myśl dziennikarskiego dogmatu, wedle którego „śnieg ucieszy narciarzy, ale zmartwi kierowców”, muszę napisać, że takie uregulowanie niewątpliwie ucieszy szafiarki, ale zmartwiło VaGlę. Z uzasadnienia projektu wynika, ze droga do zarejestrowania blogów jako prasy pozostaje otwarta, lecz od rejestracji uzależniono możliwość prowadzenia przez nich „dziennikarstwa obywatelskiego”.

Wyłączenie to ma na celu rozstrzygnięcie o braku konieczności rejestrowania nowych form komunikacji społecznej wykorzystywanych przez użytkowników dla swoich własnych celów. Nie wyklucza to jednak tzw. „dziennikarstwa obywatelskiego”, które może z formalnego punktu widzenia może być prasą (ze wszelkimi konsekwencjami, w tym obowiązkami), w przypadku wypełnienia kryteriów zarejestrowania i pewnej profesjonalizacji prowadzenia działalności (tworzenia przekazów podlegających kryteriom przygotowania redakcyjnego w rozumieniu art. 7 ust. 2 pkt 8).

Niewątpliwie, sytuacja blogerów zostanie uproszczona. Domyślnie nie będą uznawani za dziennikarzy, bo rejestracja będzie warunkiem koniecznym dla uznania ich działalności za dziennikarstwo. Nie wyklucza to jednak rejestracji, o ile dany „periodyk sieciowy” spełnia materialne warunki, o których pisałem wyżej.  Mam tu pewną poważną wątpliwość natury konstytucyjnej. Dla tradycyjnych form działalności prasowej rejestracja jest tylko formą zgłoszenia, a dla blogerów staje się warunkiem uznania ich za dziennikarzy.  Uzależnienie materialnoprawnego statusu dziennikarza od zgłoszenia jest najczystszą formą koncesjonowania prasy, co jest naruszeniem konstytucyjnej wolności prasy. To, co ucieszy szafiarki może w pewnych warunkach stać się kagańcem na wolność słowa, więc mam nadzieję, że ktoś na to zwróci uwagę.

Reasumując, aktualna regulacja wystarczy, blogera czasami powinno się uznać za dziennikarza a nowelizacja jest zbędna. Tyle na dziś.