Dozwolony użytek w Polsce

Swego czasu zdziwiło mnie, że nie ma podstaw do jakiejkolwiek odpowiedzialności za szkodę za ściąganie nielegalnych plików – czy to z Chomika, czy to z torrentów (zakładając brak udostępniania). Nie dziwiło mnie, że nie jest to karane, lecz dziwiło, że nie ma nawet odpowiedzialności za szkodę.  Art. 23 ust. 1 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych stanowi:

Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. Przepis ten nie upoważnia do budowania według cudzego utworu architektonicznego i architektoniczno-urbanistycznego oraz do korzystania z elektronicznych baz danych spełniających cechy utworu, chyba że dotyczy to własnego użytku naukowego niezwiązanego z celem zarobkowym.

Przepis zawsze interpretowano w ten sposób, że a) w zakresie własnego użytku osobistego z utworu korzystać wolno zawsze o ile b) jest on już rozpowszechniony.  Moje pierwsze w życiu odczytanie tego przepisu podświadomie wręcz doprowadziło mnie do wniosku, że musi chodzić o sytuację, w którym utwór został korzystającemu udostępniony przez kogoś, kto miał do niego prawo. Oczywiście chodzi tu o co innego – polskie prawo w tym momencie nie czyni rozróżnienia odnośnie pochodzenia utworu. Jeśli utwór został już legalnie rozpowszechniony (tj, wydany, czy w jakiś inny sposób udostępniony odbiorcom), każdy może z niego korzystać, bez względu na to jak wejdzie w jego posiadanie. Podobne prawo obowiązuje w wielu państwach Unii Europejskiej.

Dyrektywa 2001/29/WE, która harmonizuje pewne aspekty prawa autorskiego, przewiduje wyjątki od zasady, że twórca ma wyłączne prawa kopiowania swojego utworu Wyjątek ten dotyczy oczywiście kopiowania na użytek prywatny:

państwa członkowskie mogą przewidzieć wyjątek od przysługującego twórcy wyłącznego prawa do zwielokrotniania swego utworu w przypadku zwielokrotniania na dowolnych nośnikach przez osobę fizyczną do prywatnego użytku i do celów ani bezpośrednio, ani pośrednio handlowych.

Polska, Holandia i wielu innych ustawodawców traktuje ten przepis dosłownie – nie sposób w jego brzmieniu doszukać się dodatkowych warunków, np. legalnego pochodzenia kopiowanego utworu.

Sprawa została wszczęta z inicjatywy importerów czystych płyt CD-R, którzy uznali, że skoro kopiowanie jest zawsze legalne, nie ma podstaw by obciążać ich opłatami reprograficznymi za „kopie z nielegalnych źródeł”. Słuszne to i logiczne – porządek musi być. W związku tym Sąd Najwyższy zadał w trybie prejudycjnalnym kilka pytań, z których najbardziej nas tu interesujące sprowadzało się do tego, czy ograniczenie prawa twórcy w postaci dozwolonego prywatnego użytku należy interpretować w ten sposób, że chodzi wyłącznie o zwielokrotnianie egzemplarza utworu, którym kopiujący dysponuje „legalnie”, czy może o jakikolwiek egzemplarz?

Sprawa jest o tyle ważka, że dotyczy sytuacji każdego  użytkownika torrentów, który ściąga sobie serial, którego próżno szukać w publicznej TV. Zgodnie z dotychczasowym rozumieniem dyrektywy dopóki nie udostępnia, sporządza sobie kopię na własny użytek w ramach instytucji dozwolonego użytku własnego. Twórca nie może dochodzić od niego żadnego wynagrodzenia. Wygląda na to, że ten stan rzeczy się nie utrzyma.

Trybunał Sprawiedliwości UE  dokonał nowej wykładni dyrektywy

TSUE dokonał wykładni przepisu dyrektywy w wyroku C-435/12 ACI Adam e.a. ca Stichting de Thuiskopie, Stichting Onderhandelingen Thuiskopie vergoeding, Wyrok w języku polskim wraz z uzasadnieniem można pobrać tutaj.

Śmiało można powiedzieć, że wyrok stanowi rewolucję w postrzeganiu instytucji dozwolonego użytku. Rewolucja ta nie trafiła jeszcze do świadomości społecznej. Napisały o tym kolorowe magazyny komputerowe, pamiętam okładki bodajże Chipa, ale kto jeszcze czyta papierową prasę? 😉

Rewolucja polega na tym, że TSUE orzekł, że:

35 […]gdyby państwa członkowskie dysponowały swobodą przyjęcia lub nieprzyjmowania przepisów zezwalających na to, by zwielokrotnianie utworów do celów prywatnych mogło być dokonywane także z nielegalnego źródła, to w sposób oczywisty naraziłoby to na szwank prawidłowe funkcjonowanie rynku wewnętrznego.

36 Po drugie, z motywu 22 wspomnianej dyrektywy wynika, że właściwe wsparcie dla upowszechniania kultury nie może prowadzić do rezygnacji ze ścisłej ochrony praw autorskich i do tolerowania nielegalnych form dystrybucji sfałszowanych lub pirackich utworów.

37 A zatem nie można zaakceptować uregulowania krajowego, które nie dokonuje żadnego rozróżnienia między kopiami na użytek prywatny sporządzonymi z legalnego źródła a tymi, które zostały sporządzone ze sfałszowanego lub z pirackiego egzemplarza utworu.

38 Ponadto przy stosowaniu uregulowania krajowego takiego jak omawiane w postępowaniu głównym, które nie wprowadza rozróżnienia w zależności od tego, czy źródło, z którego sporządzono kopię na użytek prywatny, jest legalne czy też nielegalne, istnieje możliwość naruszenia niektórych z wymogów ustanowionych w art. 5 ust. 5 dyrektywy 2001/29.

39 Po pierwsze bowiem, dopuszczenie, że tego rodzaju kopie mogą być sporządzane z nielegalnego źródła, wspierałoby obrót sfałszowanymi lub pirackimi egzemplarzami utworów, zmniejszając w sposób konieczny rozmiar sprzedaży chronionych utworów lub innych związanych z nimi transakcji zgodnych z prawem, skutkiem czego doszłoby do naruszenia normalnych form wykorzystania tych utworów.

40 Po drugie, zważywszy na stwierdzenie dokonane w pkt 31 niniejszego wyroku, stosowanie takiego uregulowania krajowego mogłoby prowadzić do powstania nieuzasadnionej szkody po stronie podmiotów praw autorskich.

41 Z powyższych rozważań wynika, że art. 5 ust. 2 lit. b) dyrektywy 2001/29 należy interpretować w ten sposób, że nie obejmuje on przypadków sporządzania kopii na użytek prywatny z nielegalnego źródła.

W sprawie chodziło więc o uregulowanie bardzo podobne do polskiego, czyli „wolno ściągać, nie wolno udostępniać”. Trybunał uznał, że dozwolony użytek własny oznacza tylko kopiowanie materiałów pochodzących z legalnego źródła. Dokonał tym samym wykładni celowościowej przepisu rozważając cel uregulowania, tj. o co chodziło regulatorowi, kiedy stwarzał system zawarty w dyrektywie.

W pierwszej kolejności Trybunał uznał, że przyjęcie, że dozwolony użytek obejmuje kopie z nielegalnego źródła wsparłoby rynek fałszywek i pirackich egzemplarzy. Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem ten tok myślenia. W jaki sposób kopiowanie na własny użytek wspiera obrót sfałszowanymi lub pirackimi egzemplarzami utworów? Wydawało mi się, że ten rynek dawno temu umarł i zostawił miejsce nieskrępowanej radości wymiany P2P.

Ważniejszy jest drugi powód – Trybunał uznał, że takie ograniczenie prawa twórcy mogłoby doprowadzić do  nieuzasadnionej szkody w po stronie twórcy. Autorzy dyrektywy zakładają, że ma ona doprowadzić do swoistej harmonii pomiędzy uzasadnionymi interesami twórców a interesami korzystających z ich utworów. Nakazanie znoszenia takiego uszczerbku na majątku twórcom jest zdaniem Trybunału przesadą i nie wpisuje sie w cele, których realizację zakłada dyrektywa.

 

Konswekwencje wyroku

Na razie wyrok pojawił się na chwilę w mediach, ale nie zapisał się w świadomości publicznej. Jeśli ten kierunek rozumowania TSUE utrzyma się, oznacza to, że  Unia Europejska nakaże stworzenie takiego lokalnego prawa, wedle którego każdy twórca będzie mógł powołując się bezpośrednio na przepis Dyrektywy pozwać osobę, która skopiuje na własny użytek utwór pochodzący z nielegalnego źródła. Przepsy takie prawdopodobnie będą musiały wykroczyć poza uregulowanie z kodeksu cywilnego dotyczące odpowiedzialności odszkodowawczej.

Trudno mi ocenić ten wyrok pod kątem „słuszności”. W zestawieniu z plagą copyright trollingu może rozochocić plagę naciągaczy. Z drugiej strony trolle wykorzystują pewną nadgorliwość ustawodawcy, który niepotrzebnie spenalizował wszelkie udostępniania, podczas gdy wystarczyło spenalizować rozpowszechnianie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej (vide ciekawy wpis na Techlaw o propozycji nowelizacji). Wydaje mi się, że wyrok to wciąż element starego systemu praw autorskich, który pewnego dnia upadnie w całości.

Foto PD