Copyright trolling po polsku?

Kancelaria mec. Anny Łuczak z Warszawy postanowiła zrobić prezent na majówkę użytkownikom sieci torrent, a konkretnie amatorom polskiego kina. Tysiące osób, które ściągnęły poprzez sieć torrent film Obława otrzymało wezwanie do zapłaty kwoty 550 zł tytułem ugody. Architekci akcji zadbali o to, żeby do sieci przenikły informacje o groźnej firmie  Baseprotect (z bardzo groźną stroną opartej o groźnie wyglądający gotowy szablon do Joomli), która jakoby stoi za ustaleniem adresów IP „sprawców”. Inkwizytorzy już układają stosy a kaci szykują szafoty… Co Ci grozi?

Przyglądając się tej sytuacji mam mieszane uczucia. Nie można powiedzieć, żeby to był typowy copyright trolling. Wezwania przyszły nie of Baseprotect, czy jakiegoś skupowacza praw autorskich, ale od warszawskiej adwokat, która działa w imieniu faktycznego poszkodowanego – Skorpion Arte sp. z o. o., producenta filmu, który wściekł się na to, że 200 tys, ludzi obejrzało film w kinach a 100 tys. z torrentów. Co tu dużo mówić, naruszenie autorskich praw majątkowych miało miejsce. Każdy ściągający jednocześnie udostępniał film bez licencji a właściciel licencji jest niezadowolony. Czemu zatem czuję niesmak? Kiedyś już o tym pisałem – z całym tym systemem jest coś nie tak. Dlatego właśnie postanowiłem napisać w jakiej jesteś sytuacji, gdy ściągnąłeś plik Oblawa.2012.PL.VODRip.XviD.AC3.avi i dostałeś wezwanie od mec. Anny Łuczak.

Aspekt prawnokarny

Tu jest krótka piłka. Udostępniając plik prawdopodobnie popełniłeś czyn zabroniony wyszczególniony w wezwaniu. Piszę „prawdopodobnie”, bo nie wiem np. ile osób pobrało od Ciebie plik. Być może Twoje łącze jest tak niesymetryczne albo tak ustawiłeś klienta torrent, że w czasie pobierania filmu udostępniłeś 0,5% ściąganej zawartości. To wszystko powinno być brane pod uwagę, gdy zajmie się tym sąd.

Prawda jest taka, że nikt nie wie, jak takie postępowanie karne się skończy. Kancelaria informuje, że sprawa jest wpisana do rejestru Ko prowadzonego dla spraw „Ko” – dla korespondencji ogólnej w sprawach karnych, cywilnych, administracyjnych, ze stosunku pracy i ubezpieczeń społecznych, rodzinnych, opiekuńczych i o czyny karalne rozpoznawane przez sąd rodzinny oraz korespondencji w sprawach profilaktycznych i innych, nierejestrowanej w pozostałych urządzeniach ewidencyjnych. W uproszczeniu oznacza to, że sprawa jest w bardzo wstępnej fazie. Najprawdopodobniej to z tego postępowania pochodzą dane osobowe, które dostawca internetu wydał prokuraturze (teoretycznie jest możliwość ich uzyskania na drodze cywilnej, ale trudniejsza).

To postępowanie może skończyć się różnie – w najgorszym razie zapewne symbolicznym wyrokiem. Nie bardzo wiadomo jak podejdą do tego sądy, bo nie ma na razie wyroków za torrenty. W najlepszym razie prokuratura uzna, że brakuje dowodów. Pośrednimi dolegliwościami mogą być akcje zabezpieczenia dowodów w postaci Twojego komputera oraz obowiązek składania wyjaśnień. Oczywiście nie wiem, co ma Skorpion Arte, ale z wezwania wynika, że na ten moment mają przede wszystkim „migawkę”, tj. informację, że w danej sekundzie udostępniałeś jakiś plik. Z jakiego momentu obecności pliku na Twoim komputerze pochodzi ta migawka? Czy przypadkiem nie z początku pobierania? Założyć można, że gdyby mieli lepsze informacje, to by je wykorzystali – np. ukazali jakiś przedział czasowy i zasugerowali, że w tym czasie ściągnięto film od  Ciebie 100 razy. Gdybym był sądem nie uznałbym tego za wystarczający dowód popełnienia przestępstwa, ale gdybym miał np. dodatkowo logi z Twojego osobistego konta e-mail z tym samym IP w tym samym czasie, to bym się zastanowił.

pismo michal2

Aspekt cywilnoprawny – ugoda

Widzę, że na forach i w różnych komentarzach kwestionuje się wysokość szkody – „bo przecież ci, którzy ściągnęli i tak by nie poszli do kina”. Niestety to nie do końca tak. Pismo jest, co prawda, trochę naciągane, bo konia z rzędem temu, kto pokusi się o wyliczenie rzeczywistej wysokości szkody (wtedy faktycznie mogłoby się okazać, ze jej nie ma – kto wie?). Ustawodawca przewidział tę kontrowersję i zamieścił w ustawie powszechnie krytykowany przepis, zgodnie z którym poszkodowany może dochodzić naprawienia szkody poprzez:

zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej dwukrotności, a w przypadku gdy naruszenie jest zawinione – trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z utworu

Licho wie, skąd w przepisie prawa prywatnego wzięły się te wielokrotności, bo są to rozwiązania charakterystyczne dla prawa karnego, gdzie zapłata ma stanowić dolegliwość a nie ekwiwalent za szkodę. Tak czy inaczej, jeśli dowody się zbiorą, to Skorpion Arte może dochodzić od Ciebie dwu- albo trzykrotności opłaty licencyjnej. Moim zdaniem byłaby to opłata licencyjna jak za rozpowszechnianie, ponieważ sądy od dawna podkreślają, że stosowne wynagrodzenie oznacza tu wynagrodzenie, „jakie otrzymałby autor, gdyby osoba, która naruszyła jego prawa majątkowe, zawarła z nim umowę o korzystanie z utworu w zakresie dokonanego naruszenia” (I ACa 895/13 – wyrok SA Wrocław z dnia 04-10-2013). Zakres dokonanego naruszenie obejmuje tu udostępnianie filmu bez zgody właściciela praw. Nie mówimy zatem o wynagrodzeniu za bilet do kina, ale o wynagrodzeniu za nabycie licencji na dystrybucję w internecie. To trochę szalone, ale to mogą być bardzo poważne kwoty wyliczone „ryczałtowo” – nikt nie będzie musiał wykazywać faktycznej szkody ani jej wysokości.

Płacić, czy nie płacić?

Ja bym zapłacił, ale ponegocjowałbym trochę kwotę i treść tej ugody. Niestety autor pisma wprowadza w błąd i twierdzi, że zapłata 550 zł zaspokaja jego „roszczenia prawno-karne”. To już jest nieeleganckie, bo nie da się zaspokoić prawno-karnych roszczeń. Teoretycznie Skorpion Arte mogliby się zobowiązać do cofnięcia wniosku o ściganie, ale nie musi się na to zgodzić prokurator, więc nie mogą zagwarantować jakiegokolwiek skutku. Poza tym wcale tego nie proponują, a chyba powinni wysyłając takie pismo. Styl takiego działania, w szczególności dezinformowanie o zaspokojeniu „roszczeń prawno-karnych”, budzi moje wątpliwości.

Nie ja pierwszy wpadłem na pomysł, że podpisanie tej ugody podpada pod przyznanie się do winy. Jest to nadmierne uproszczenie, bo cywilnoprawne ugody w żaden sposób nie wiążą sądu karnego i różnie możnaby  z tego wybrnąć. Nie jest też prawdą, że Skorpion Arte po zawarciu takiej ugody ma obowiązek złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, bo a) jest już ono i tak złożone, b) przestępstwo jest wnioskowe, c) obowiązek zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa ma charakter społeczny (nie ma sankcji) d) akta kancelarii adwokackiej obejmuje tajemnica adwokacka i nie musza nikomu ich pokazywać.

Niemniej jednak nikt nie ma obowiązku produkowania dowodów przeciwko sobie, więc dobrze by było zaproponować inną treść ugody  w ten sposób, żebyś występował w niej jako osoba, która zapłaci, żeby jej dali spokój a nie świadomy sprawca – np nie „sprawca oświadcza, że naruszył”, ale „strona oświadcza, że z IP, które było wykorzystywane m. in. przez nią udostępniano plik…). Nie podawałbym też maila i wpłótł w to jakoś zobowiązanie do cofnięcia wniosku o ściganie. Nie mam pojęcia czy kancelaria mec. Łuczak odpowie na pismo przy takiej masówie, ale podpisanie ugody w treści zaproponowanej przez nią jest w jakiś sposób ryzykowne, choć nie jest to ściągnięcie na siebie automatycznie wyroku karnego, jak niektórzy sugerują.

Nie chcę płacić

Jasna sprawa. To Ty sam zarządzasz swoim ryzykiem. Przeczytaj jeszcze raz ten artykuł i oszacuj sytuację dowodową i szanse na to, że złożą pozew. Według mnie wiele wskazuje na to, że dowodowo stoją kiepsko a pozwów składać nie będą, licząc na dochód z tych opłat i efekt zastraszający. Ale robisz to na swoje ryzyko, bo jeśli prokuratura pozbiera lepsze dowody a Skorpion Arte postanowi złożyć pozew i z kogoś przykładowo ściągnąć te opłaty, to możesz znaleźć się w nieciekawej sytuacji.

 

Foto DVIDSHUB @ Flickr (CC BY 2.0)