Spór Komisji Europejskiej z Google'em

http://www.flickr.com/photos/tenaciousme/

Googlowe monopole

Od paru dni serwisy informacyjne piszą o sporze Google’a z Komisją Europejską. Jak to bywa z dziennikarzami, pewnego wysiłku wymaga zrozumienie, o co im chodzi. Sprawa jest ciekawa. W mojej prywatnej mitologii Google w końcu stanie się SkyNetem i przejmie panowanie nad światem, więc mamy pierwszą potyczkę w wojnie z dominacją maszyn 😉 Google od lat w agresywny sposób usiłuje zawłaszczyć każdą sferę funkcjonowania w sieci. Robi to jednak w bardzo zręczny sposób. Pamiętacie czasy, gdy symbolem zła był Bill Gates? Microsoft zdobywał swój „prawie monopol” w bardzo brzydkim stylu. Ukradli wiele pomysłów innym a przede wszystkim jakość świadczonych przez nich usług aż do czasów Windowsa XP pozostawiała wiele do życzenia a i dziś (vide Windows 8) jest mocno kontrowersyjna. Z Microsoftem zawsze miało się wrażenie, że zawłaszcza rynek, aby wcisnąć buble. Zupełnie inaczej sprawa ma się z Googlem. Google to firma komputerowych geeków a to, co dostarczają jest zgodne z gustem geeka (czasem aż za bardzo, jak niezbyt popularny Google+) i niezawodne. W związku z tym Google nie ma brzydkiej gęby złej korporacji, nie jest negatywnym bohaterem memów a używanie alternatyw (są jakieś?) nie jest elementem zbuntowanego image’u komputerowego kontrkulturowca. Mimo to warto patrzeć im na ręce.

Google versus vertical search engines

Pierwsza potyczka w bitwie o ludzkość ma bardzo skromny wymiar. Możecie sobie przejrzeć całą dotychczasową historię na stronie Komisji Europejskiej albo w świetnym artykule z Guardiana (stan na listopad 2013) Sprawa zaczęła się w 2010 roku, kiedy konkurencja oskarżyła Google o manipulowanie wynikami wyszukiwania. Polegało to na tym, że Google obniżał rangę wyników wyszukiwania z wyszukiwarek zwanych vertical search engines. Są to serwisy zajmujące wyszukiwaniem wąsko sprecyzowanych rzeczy, np. wyszukiwarki restauracji, produktów, ofert biur podróży. Polskie przykłady to Nokaut, Skąpiec  i Ceneo. Porównywarki cen Google z resztą jakiś czas temu po prostu odfiltrował, zarzynając w ubiegłym roku kilka sprawnie działających biznesów. Samo to zdarzenie powinno budzić niepokój – Google zmieniając algorytm potrafi wykończyć  cały dział e-przemysłu, który żyje na nim niczym te małe rybki, które zjadają resztki z zębów wieloryba.

Google ma na pieńku z vertical search na kilku polach. Polskie wyszukiwarki cen, a także Tesco oraz RTV Euro AGD stosowały sposób pozycjonowania, który Google postanowił napiętnować jako nieetyczny i fałszujący wyniki wyszukiwania. Na początku roku 2013 Google nałożył  karę wyrzucając te serwisy z wyników wyszukiwania, co ogłosił ustami swojego Search Quality Strategist (takiego inkwizytora dbającego o czystość wyników wyszukiwania) na Google+. Czy widzicie powagę sytuacji? Google Inc. jest w stanie jedną zmianą algorytmu spowodować milionowe straty. Google uważa, że ma prawo karać przedsiębiorców. Google porozumiewa się z poddanymi przy pomocy wpisów na Google+. Ja się z tym czuję niepewnie… Ostatecznie Google swoją anatemę odwołał, ale w maju znowu zmienił algorytm przez co wymienione polskie serwisy wciąż notują stratę. Smaczku sprawie dodaje oczywiście fakt, że te zmiany algorytmów są w szczegółach tajne, więc cała branża SEO pilnie śledzi skąpe informacje na Google+ (to prawdopodobnie 90% ruchu na tym serwisie społecznościowym 😉 ). Oddźwięk takich działań w realnym świecie wygląda tak, że zmiana algorytmu wyszukiwania na Google’u powoduje, że drżą giełdy. Czy trzeba jeszcze wspominać o Androidzie pod każdą strzechą, żeby zrozumieć, że monopol Google’a jest potencjalnie niebezpieczny?

Czego czepia się Komisja Europejska?

W sprawie z Komisją Europejską chodzi o jeszcze co innego. Wiecie wszyscy, że Google ma swoją część z normalnymi wynikami wyszukiwania i część sponsorowaną. Ta część z normalnymi wynikami wyszukiwania nazywana bywa „organiczną”. Komisji Europejskiej, a konkretnie komisarzowi Joauqinowi Almuni (który jest Johnem Connorem w tej bitwie)  chodzi o to, że kiedy wpiszesz w Google, dajmy na to, „restauracje w Nowym Jorku” to Google nad wynikami wyszukiwania daje piękny paseczek z propozycją znalezienia ich przez Street View. Jak wpiszesz „ipod”, to wyświetli Ci kolorowe zdjęcia iPodów dostępnych w Google Play. Nie musimy się martwić, bo w Polsce chyba żadna z tych usług Google’a nie działała  (Chyba , że Google tymczasowo przestraszył się 5 miliardów dolarów kary i to powyłączał, ale ja sobie nie przypominam). Tak czy inaczej, te kolorowe paseczki ze zdjęciami wyświetlane są pod płatnymi linkami, nad zwykłymi wynikami wyszukiwania i są wyświetlane w eleganckim, kolorowym i wyróżniającym się formacie dostępnym tylko dla usług Google’a. Komisja Europejska uznała to za nadużycie dominującej pozycji na rynku i wszczęła dochodzenie.

Sprawa ciągnie się od 2010 r. i od tego czasu Google zaproponował dwa rozwiązania, które KE odrzuciła a konkurencja wyśmiała, w związku z czym KE ostrzegła Google: do trzech razy sztuka, potem będziemy karać. Dwa tygodnie temu Almunia wydał oświadczenie, w którym ogłosił przełom w rozmowach i zarys zaproponowanego rozwiązania. Przyjrzyjmy mu się:

First, given the importance of the choice of visual formats in attracting user clicks, it is essential that the presentation of rival links is comparable to that of the Google services.

Secondly, given the speed with which Google develops its services, that comparability of presentation of rival links has to be ensured dynamically over time. This means that if Google improves the presentation of its services, so must the presentation of rival links.

Finally, in a fast-moving market, any commitments must retain their relevance throughout their lifetime. This means that any new vertical search services developed by Google must also be subject to the commitments.

To address these concerns, Google has finally accepted to guarantee that whenever it promotes its own specialised search services on its page, the services of rivals will also be displayed in a comparable way.

In practice, this means that when Google promotes one of its own specialised search services, there will be three rival services also displayed prominently on the page, in a way that is clearly visible to users.

These alternatives will also be attractive: for instance, if Google has a picture to promote its services, which is a key element in attracting users, rival services will also have such a picture. The experiments we received during the market test showed the importance of pictures in attracting user click-through.

And this principle will apply not only for existing specialised search services, but also for future ones: if tomorrow Google decides to display videos, rivals will also be able to display videos.

[…]

Where Google does not charge for inclusion in its specialised search service, such as in local search, rivals will not be charged to participate in the rival links. Instead, they will be chosen based on their ranking in natural search.

Where Google charges merchants for inclusion in its specialised search service, such as in Shopping, the three rivals will be chosen on the basis of a dedicated and transparent auction mechanism.

Zatem Google będzie musiał promować co najmniej 3 konkurencyjne wyniki wyszukiwania w identycznym formacie jak swoje usługi. Jak wynika z powyższego Google czasami włącza strony do swoich wyspecjalizowanych wyszukiwarek za darmo a czasem pobiera opłaty (w przypadku Google Shopping). W przypadku darmowych usług wyniki konkurencji znajdą się w ładnym paseczku Google’a za darmo, według naturalnych wyników wyszukiwania. W przypadku usług płatnych, trzeba będzie za to zapłacić. Co sądzicie o tym rozwiązaniu? mi wydaje się rozsądne, choć w przypadku płatnych usług jest pewien problem, który polega na tym, że Google zarabia bez względu na to, w co klikniesz: zarówno kliknięcie w googlowską jak i cudzą wyszukiwarkę przyniesie mu dochód. To może być nie do zaakceptowania dla konkurencji, ale zadowala Komisję Europejską.

Nie wiem, jak Wy, ale ja czuję się bezpieczniej w świecie, w którym kary nakłada Komisja Europejska a nie wielkie korporacje za pośrednictwem własnych serwisów społecznościowych. Stąd zainteresowanie KE praktykami Google’a mi się podoba. A podobno to dopiero początek…