Nowelizacja prawa konsumenckiego

Do sejmu trafił rządowy projekt ustawy o prawach konsumenta. Jako że ustawa stanowi wdrożenie Dyrektywy UE możemy przypuszczać, że w toku prac sejmowych nie nastąpią w nim większe zmiany. W tym wpisie przyglądam się przede wszystkim sposobowi, w jaki wyklarowano kwestie informowania o cenie i wynagrodzeniu.

Ustawa wprowadza wiele różnych rozwiązań. Pokrótce podsumowuje je artykuł w Rzepie. Nie chcę tu się zajmować wszystkimi nowościami – np. nową definicją konsumenta, która jest co najmniej dziwaczna, co niektórzy wychwycili już pół roku temu. Powiem tylko, że będziemy teraz się głowić: w jaki sposób jednoosobowy przedsiębiorca dokonuje czynności jako przedsiębiorca, który nie jest przedsiębiorcą. Zaprawdę ustawodawca wykazał się tutaj mądrością na poziomie Sutry Diamentowej, choć nie jestem pewien, czy jest to na miejscu w tekstach legislacyjnych 😉 Mam ochotę ponabijać się jeszcze z tej konstrukcji, więc zrobię to innym razem. Niebezpieczne wydaje się też usankcjonowanie zawierania umów z konsumentami przez telefon. W tej chwili jednak zwrócę uwagę na bardzo dobre rozwiązanie problemu, który akurat mi doskwierał przy konstruowaniu regulaminów dla niektórych nietypowych usługodawców, a mianowicie…

Zakres informacji o cenie przy zawieraniu umowy z konsumentem

Obowiązek informacyjny to gwóźdź programu ochrony praw konsumenta. Każdy przedsiębiorca obsługujący konsumentów oraz każdy prawnik obsługujący takiego przedsiębiorcę powinien nauczyć się na pamięć tych przepisów. Przepisy te mówią, że konsumentowi jak krowie na rowie trzeba pewne rzeczy jasno wytłumaczyć.

Ważną rzecza jest, naturalnie, wytłumaczenie ile konsument ma zapłacić. W obowiązującej dziś ustawie o ochronie niektórych praw konsumenta i odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny w tym zakresie czytamy:

Art. 9 [Konieczne informacje]
1. Konsument powinien być poinformowany, przy użyciu środka porozumiewania się na odległość, najpóźniej w chwili złożenia mu propozycji zawarcia umowy, o:
[…]
3) cenie lub wynagrodzeniu obejmujących wszystkie ich składniki, a w szczególności cła i podatki;

Uregulowanie takie jest trochę mało precyzyjne. Z wykładni literalnej tego przepisu w zasadzie wynika, że cena lub wynagrodzenie musza być ustalone w momenie zawierania umowy, czyli że z konsumentem nie można zawrzeć takiej umowy, w której wynagrodzenie nie jest znane z przed wykonaniem świadczenia, ponieważ ustalane jest w oparciu o określone czynniki. Oczywiście to nie jest racjonalna wykładnia – konsumenci zawierają przecież umowy, gdzie wynagrodzenie wyliczane jest w zależności od różnych czynników, które ujawniają się w trakcie spełniania świadczenia, takich jak np. nakład pracy, czas itd. Przykładem może być umowa o świadczenie usług prawnych z rozliczeniem wg. stawki godzinowej. W tym kształcie przepis ten niewiele mądrego mówił, więc nie miał pływu na kształtowanie tych stosunków. Ponadto w czasach szaleństwa związanego z klauzulami niedozwolonymi strach było w takich sytuacjach pisać regulamin świadczenia usług.

W projekcie nowej ustawy uregulowano to lepiej. Przedsiębiorca będzie informować o:

…łącznej cenie lub wynagrodzeniu za świadczenie wraz z podatkami, a gdy charakter przedmiotu świadczenia nie pozwala, rozsądnie oceniając, na wcześniejsze obliczenie ich wysokości – sposobie, w jaki będą one obliczane, a także opłatach za dostarczenie, usługi pocztowe oraz jakichkolwiek innych kosztach, a gdy nie można ustalić wysokości tych opłat – obowiązku ich uiszczenia; w razie zawarcia umowy na czas nieoznaczony lub umowy obejmującej prenumeratę przedsiębiorca ma obowiązek podania łącznej ceny lub wynagrodzenia obejmującego wszystkie płatności za okres rozliczeniowy, a także wszystkich kosztów, które konsument jest zobowiązany zapłacić;

Ustawodawca uwzględnia więc sytuacje, gdy ze względu na charakter świadczenia wg, rozsądnej oceny nie da się obliczyć z góry ceny lub wynagrodzenia. Prawniczy geek zwróci od razu uwagę, że mamy tutaj przeszczep z common law do prawa europejskiego – odwołanie się do kryterium rozsądku. Odwołanie się do rozsądku w ustawodawstwie UE to rozważenie, czy druga rozsądna osoba w tych samych okolicznościach podobnie coś zrozumie.

Najpierw zatem odwołujemy się do rozsądku – na ile da się z góry podać wynagrodzenie, a jeśli wyjdzie nam, że sie nie da, to zobowiązani jesteśmy do wskazania sposobu, w jaki zostanie ono obliczone.

Na razie mało kto w piśmiennictwie zwrócił uwage na tę zmianę, ale to bezdyskusyjny krok naprzód.